niedziela, 1 października 2017

Razem.

Siedzę w szlafroku na kanapie, patrzę jak syn ogląda Toy Story i zajada płatki na mleku. Tak, to jedno z nie wielu rodzai słodyczy, które dostaje. Nie róbmy już z tego tragedii. Czekam, aż zmywarka odda naczynia, by zrobić kaszę manną z miodem. A może jaglankę? Mniejsza z tym. Siedzę dalej w tym szlafroku, popijam swoje myśli gorącym kubkiem naturalnego kakao, które po łyczku również wypija mój syn. Patrzę. Rozglądam się. Myślę. Ciężko a jednak. I dochodzę do wspaniałych wniosków zarówno dla duszy jak i spokoju psychicznego. Jestem mamą dwóch chłopców. Dwóch synów. A raczej będę, bo za nami dopiero połowa ciąży. Przeglądam mnóstwo Instagramów mam samych chłopców lub trójki dzieci - w tym dwóch chłopców i jednej dziewczynki. To mi daje dużą motywację, wewnętrzną harmonię. Już wiem jak będzie wyglądał ich wspólny pokój. Już wiem jak będą razem kłócić się o samochody i grać razem w piłkę. Już wiem, że będę ich stroić i ubierać podobnie. Już wiem, iż to nie jest moje marzenie, to jednak rozczarowanie przeradza się w dumę i satysfakcję. Może starszak zostanie sławnym piłkarzem? A młodszy otworzy własną restaurację? Może razem poprowadzą hotel? A może będą artystami, malarzami, pisarzami? Jedno wiem na pewno - cokolwiek by się nie działo wskoczą za sobą w ogień! W innym wypadku doczekam się wspaniałych synowych, cudownych wnuczek. I będę rozpieszczać jak na babcię przystało. A nóż do tego czasu mi przejdzie. Bo kto jak kto, ale znam już losy Zygzaka McQueen'a, wiem co to Psi Patrol i Supastrikez. Fryzjer pochłania jedynie grosze - ich trzy głowy jak moja jedna. I walki o łazienkę nie będzie. I jedyny róż jaki pojawi się w domu to moja nowa garderoba. I będę szczęśliwa, tak jak syn jest szczęśliwy i sam przytula, całuje, mówi, że kocha. Będą największymi przystojniakami a ja nie będę miała problemu z wyborem tortu z Minnie, Krainą Lodu czy innymi kucykami Ponny. Prawdopodobnie będzie Natan. Ani nie Nataniel ani Nathan czy jeszcze inaczej. Po prostu: Alan i Natan. A teraz dopiliśmy wspólnie ze starszakiem ciepłe jeszcze kakao. I bajka się kończy. Zjemy kaszę manną na drugie śniadanie i w promieniach słońca wyruszymy do babci na niedzielny obiad. Razem. Ręka w rękę. Dopóki nie puści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz