Targają mną tak skrajne emocje, że powinno być jakieś losowanie albo machina, która zezwala bądź nie na przyzwolenie do płodzenia dzieci. Jeszcze tak nie dawno zaklinałam świat z racji przedłużonych starań o drugie dziecko a dziś pluje sobie w brodę, bo po raz drugi spodziewamy się syna a nie córki. Czy ze mną jest coś nie tak? Czy to świat z jakiś względów uwziął się na mnie?! Podobno Bóg zsyła takie ciężary, które jesteśmy w stanie udźwignąć. Może to próba pogodzenia się ze stanem rzeczy. Póki nie przyjmę do wiadomości tego co los mi zsyła, nie będę miała tego o czym tak na prawdę marzę od początku swoich narodzin. To jakiś test? Jak poradzę sobie z dwójką chłopców + mężem to dostanę upragnioną zabawkę?! Albo popadam w paranoję albo nie dojrzałam do roli bycia matką i powinna maszyna zabronić mi nosić pod sercem dzieci. Lada moment a stuknie mi 28 lat. Czy tak powinna zachowywać się dorosła kobieta i marudzić, bo kolor torebki nie pasuje do koloru auta? Owszem - syna rodzi się dla świata a córkę dla siebie. Chciałam mieć córkę dla siebie. Żeby była podobna do mnie. Ubierałybyśmy się tak samo, czesałybyśmy i plotły wzajemnie warkoczyki. Nie dane było mi to 3 lata temu, nie dane jest mi to teraz. A przyszłość? Kto powiedział, że nie mogę mieć 3 dziecka? To sprawdzian. Z życia. Bóg chce mnie otoczyć mężczyznami bym mogła zaakceptować taki stan rzeczy, pogodzić się z sytuacją, jak również pogodzić się ze swoim wewnętrznym "ja" i przyjąć na klatę z szacunkiem i miłością co daje los. A los mi daje kolejnego pięknego (tak przypuszczam) syna. Nie córkę. Syna. Kolejny nerwowy osobnik, do złudzenia przypominającego brata. Dwóch szogunów. Dla wyluzowania, zaakceptowania i poszanowania. Tym razem się nie dam. Nie dam ulec moim zachciankom i widzimisię. Teraz będę jedyną "różową" kobietą w domu. Od tej chwili będę równie dobrą żoną i matką, przykładem dla moich dzieci, oazą spokoju, cierpliwości i opanowania. Będę czas poświęcać na pracę, dzieci, męża i dom. Będę sukcesywnie pozbywać się niepotrzebnych gratów zawadzających na drodze do szczęścia. Od tej chwili godzę się na to co mi przynosi los i jaki scenariusz pisze mi życie. A życie w Internecie będzie tylko namiastką części całej tej propagandy. Od tej chwili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz