Nie mam z kim porozmawiać. Mąż mnie zbywa, mam wrażenie, że bardziej przejmuje się swoim kursem w pracy niż domem i rodziną. A mnie drażni, irytuje i wprowadza w stan, którego nienawidzę i chowam się po kątach, by nikt nie widział jak zbiera mi się na płacz. Nasz syn - niby taki mądry, pomocny i kochany a bywają dni, że rozszarpałabym Go na strzępy. W takie dni nie potrafię odpuścić, wyluzować. W takie dni jestem cała w nerwach i mam wrażenie, że Nasz syn zapomniał jak to jest być mądrym, pomocnym i kochanym. Są dni, że jestem z Niego taka dumna i nie żałuję pochwał a bywają dni, że nie poznaje własnego dziecka, jakby cofnął się w rozwoju do okresu niemowlęcego. Codziennie zadaje sobie to pytanie: "Co robię nie tak?", "Dlaczego tak jest?". I codziennie nie mogę znaleźć odpowiedzi. Już sama nie wiem czy stawiam za duże wymagania i na siłę chcę by stał się "dorosły". Za każdym razem mówię, że daje dziecku czas do ukończenia 3 roku życia w październiku i dopiero wtedy będę działać pod względem lekarzy. Czyżby czas ze mną tak Go odmóżdża? Wakacje? Bajki? 1,5 miesiąca przedszkola do ukończenia 3 lat. Tylko ile jeszcze jestem w stanie znieść zanim przedszkole się zacznie?! Nikt mi nie pomaga. Ani mąż, ani moja rodzina, ani rodzina męża. Wszyscy uważają, że przesadzam. Nikt nie spędza z Nim tyle czasu co ja. Nikt nie widzi tego co ja. Nie mam z kim porozmawiać, bo nikt mnie nie słucha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz