Postanowień noworocznych nie będzie. Żadnego - "nowy rok, nowa ja". Po prostu zmiana diety na zdrową i wdrożenie aktywności fizycznej. Nie omieszkam, że chciałabym biegać, pójść na siłownię lub popływać w basenie. Nie będę na siłę dążyć do szczupłej sylwetki. Wszystko w granicach rozsądku. Ale więcej mogłabym spacerować z chłopcami. I robić posiłki "pudełkowe". Jest wtedy większa szansa na dłuższy pobyt na dworze. Tak! Te spacery na powietrzu zaniedbałam. I nie dlatego, że noszę w chuście. Chociaż może po części tak, bo Natan długo nie wytrzyma związany. Prześpi się, załatwi zakupy i to wszystko. Chyba, że gorączka męczy. Muszę po prostu przyzwyczaić się, że póki nie chodzi a motanie na dworze w zimnie, śniegu czy błocie nie należą do najprzyjemniejszych rozwiązań. Wózek to nic złego. Mały pierwszy krok w bok (krok dostawny) zrobił w Wigilię. Dwa kroki do przodu w drugi dzień świąt. Do sylwestra po jednym kroku do przodu z dwa, trzy razy się zdarzy w ciągu dnia. Jeszcze nie jest w pełni gotowy, ale coraz częściej stoi bez trzymanki. Kuca i wstaje. I choć nie zależy mi, by od razu biegał, to jednak chciałabym by już chodził. I choć kocham chustę, zastanawiam się nad nosidłem. Nie chcemy się pisać na kolejne dziecko. Psychicznie chłopaki dają nam w kość, młodszy źle znosi ząbkowanie i posiada dopiero 2 niecałe zęby a zaraz roczek! Poza tym finansowo ten rok zapowiada się do zaciskania pasa. Ale to nie oznacza, że nie zapewnię swoim synom godnego życia. I właśnie na tym chce się skupić - synkowie i ja. Mąż dobrze dba o siebie. Jeśli będzie potrzebował pomocy, nie ma problemu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz