piątek, 10 sierpnia 2018

Chciałam...

Chciałam być promotorką karmienia piersią, chustomamą, mieć wystylizowany dom, dzieci, siebie i męża. A mam? Brud w mieszkaniu, jęczące i marudzące dzieci w dzień i w nocy, kosz pełen brzydkich ubrań i sadło na brzuchu jak w kolejnej ciąży, bo podobno każda następna ciąża rośnie szybciej. Jestem tak dwulicowa w tym co mówię a co robię, że powinni za to karać. Nie ćwiczę, bo dałam sobie wmówić, że mam rozstęp mięśni brzucha po obu ciążach i potrzebny fizjoterapeuta. Numer mam a odwagi by zadzwonić już brak. Pojawiła się informacja o zapisach na piłkę nożną i również nie zadzwoniłam. Do neurologopedy również numer podała koleżanka i nic. Nic nie robię a dużo gadam. Potem wypominam mężowi, jakbym święta była. Taka już jestem. Na języku się kończy. I choć zrobiłam 3 zakupy ku "instagramowemu" życiu, nadal nie czuję się dobrze sama ze sobą. Ciągle powtarzam, że od września. Jestem zmęczona ciągłą walką z dwójką dzieci w dzień i w nocy. Chciałabym być produktywna a nie umiem. Zgrywam jedynie hojraka. Chcę pokazać jak to mi w życiu ciężko i szukam kogoś kto mnie z tego wyręczy. Biorę na litość o litość nie prosząc się wcale. Niech myślą, że to z ich inicjatywy wychodzi. A prawda jest inna. Wszystko ma swoje drugie dno. Mimo tego, że jest jak jest - karmię butelką, ale taką, która ma swój podgrzewacz i nie muszę za każdym razem grzać wody i mieszać proporcji by temperatura była idealna. Czekam na paczki, aby w upały przykrywać najmłodszego bambusem i muślinem, bo podobno najlepszą mają termoregulację. A sama kupiłam ładną sukienkę, w której nie wstyd wyjść do ludzi. Mąż obkupuje się w ciuchach sam.
Jest 3 w nocy a Alan jęczy przez sen. To nie pierwszy raz. On tak jęczy prawie 4 lata a ja dalej się nie przyzwyczaiłam. Natan kręci się w swoim łóżeczku. Jakiś czas temu przełożyłam z wózka do łóżeczka. Zasnął mi na rękach, ja zasnęłam u Alana w łóżku. Potem poszłam spać do sypialni, ale Natan miał inny plan - woda, mleko, odbijanie, które skończyło się noszeniem na rękach, pierwszą kawą i rozwieszeniem prania. Na kolację zjadłam suchą bułkę z Lidla. O 24. Grunt, że z ziarnami. Upały nas wykańczają. Młodszy od wczoraj gorączkuje i nie wiem czy to zęby, czy coś się kroi. Starszy marudzi jak Cię proszę. Godzinna wizyta u kosmetyczki skończyła się tak niepostrzeżenie szybko, że aż żałuję, że nie robię kilku zabiegów jeden po drugim tylko ustawiam na kilka terminów. Ale już niebawem, kiedy temperatury zelżą i wpłynie trochę gotówki mam parę zabiegów w planach, które są czasochłonne. Tak chciałabym odpocząć od domu i dzieci. Weekend by wystarczył. Ale nikt mi nie pozwoli...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz