środa, 24 stycznia 2018

Poradzę sobie.

Jedno śpi całą noc a drugie jeszcze z brzucha nie wyszło a już terroryzuje matkę w środku nocy o jedzenie czy toaletę. Psychicznie póki co znoszę, na prawdę i zbytnio zmęczenia nie odczuwam. Jednakże co dzień rano, kiedy czas zebrać siebie i starszego do przedszkola jest istna walka ze wszystkimi słabościami dziecka. Nerwy sięgają zenitu, tym bardziej, że ostatni miesiąc ciąży - 9 miesiąc wręcz - i męża niefortunny wypadek, burzy całą moją koncepcję wspólnego zagospodarowania czasem jak i ogniskiem domowym. Jesteśmy rodziną, dwójką dorosłych ludzi z dwójką dzieci. I kotem. I nie mogę pozwolić sobie na status przysłowiowej "kury domowej". Bo gdzie w tym wszystkim "JA"?! Pracowałam w ciąży, pracuje w domu, ale czy dla męża NASZ dom to hotel? Śpi w nim, je w nim, kąpie się w NASZYM mieszkaniu. Mieszkanie i dzieci są zarówno moje jak i Jego i nie widzę nic dziwnego w tym, by obowiązkami dzielić się sprawiedliwie. Dzisiaj ja spędzam noc przy dzieciach, jutro mąż. Dzisiaj ja odsypiam, jutro mąż. Ja sprzątam łazienkę, mąż kuchnię. Ja nastawiam pralkę, mąż zmywarkę. Ja segreguje zabawki, mąż śmieci. To takie trudne? Ależ skąd! Najważniejsza jest rozmowa o tym co nas trapi i czego oczekujemy od życia. W innym wypadku domyślanie się do niczego dobrego nie doprowadzi a wręcz może wywołać odwrotne skutki. Zależy mi na szczęśliwym pożyciu małżeńskim. Zależy mi na szczęśliwej rodzinie. Poradzę sobie. Nie sama - z MOJĄ rodziną!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz