Wiem w czym tkwi problem. We mnie. Mam na to czysty dowód i prawdziwą świadomość tego a to - moim zdaniem - sukces. A może raczej bardzo dobry krok do przodu, w przyszłość, ku lepszym dniom. Na osiągnięcie celu muszę zapracować. Ciężką pracą nad samym sobą dojdę do sukcesu. A moim największym marzeniem jest szczęśliwa rodzina - mąż, syn i fasolka. Szczęśliwi, bez codziennych nerwów i kłótni. Bez sprzeczek o byle gówno. Bez większych problemów i zmartwień. Z uśmiechem na twarzy. Dużą satysfakcję daje mi poczucie, iż syn z uśmiechem na ustach kładzie się spać i mówi: "kocham Cię" przytulając i dając buzi - sam z siebie. Podobnie duże poczucie bezpieczeństwa i spokoju daje odczucie, że między mną a mężem jest w porządku. Wszystko się ułoży. Będziemy próbować o własnych siłach dążyć do naszego wyznaczonego celu. Będziemy się starać. A jeśli sami nie damy rady - bez wstydu poprosimy o pomoc specjalistów. Będziemy współpracować. A co najważniejsze - będziemy walczyć!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz