Budzi mnie mokra koszulka. Czyżbym przegapiłam porę karmienia? Wstaje jak oparzona - dzieć śpi. Siadam i próbuje się "zalogować". Słyszę jak starszy syn woła: "Mamo! Huśtaj", płacze a po chwili płacz zamienia się w jęki. Idę. Śpi. Wychodzę w stronę do kuchni, by napić się wody. Dużo wody. Odwiedzam toaletę i dociera do mnie, że nie zmyłam kremu koloryzującego. Odkąd pozbyłam się sztucznych rzęs na rzecz odratowania swoich naturalnych, mój makijaż zmierza tylko do kremu BB i pudru. Taki make-up no make-up. Przemywam buzię, myje zęby. Nie specjalnie mnie dziwi godzina 1 w nocy na zegarku. Wychodzę do pokoju, w którym nie słychać dzieci i chrapiącego męża. Czuję lekki podmuch żeśkiego wiatru i słyszę piski kota, który przebiera łapkami. Chyba biegnie przez sen. Niby w całym domu cisza a jednak gdy się tak wsłuchać każdy wydaje z siebie jakiś dźwięk. Zastanawiam się czy kłaść się spać czy spakować nas na wyjazd. Niby to tylko pierwsze 3 dni urlopu męża, ale przydało by się w coś ubrać. Idę najciszej jak tylko potrafię po walizkę, którą tata zostawił w przedpokoju kiedy przyjechał odwiedzić wnuki. A raczej zabrać je na dwór razem z babcią bym mogła odpocząć. Wyszłam z nimi na dwór. Razem z mamą chętnie przygarnęłyśmy jeszcze dzieci siostry. I odpoczęłam. "Jak to odpoczęłaś?!" - ktoś mógłby zapytać niedowierzając, że można odpocząć przy dzieciach. Można. Dziadek lubi nosić najmłodszego a więc wózek okazał się zbędny. Porządnie się dotlenił. A ja z maluchami tworzyłam zamek z piasku, który co chwila nam się burzył. Beztroską zabawę przerwał mały na karmienie. W tym czasie dzieci zdążyły już zmienić chęć zabawy. Już królował popularny "berek". Oj, moje luźne spodnie nie nadawały się do tej zabawy - czyżbym schudła? Nie mam wagi w domu i niekoniecznie nad tym ubolewam. Wystarcza mi lustro. Teściowa ze szwagierką twierdzą, że lecę z wagi. Mimo wszystko ja widzę głównie brzuch. Duży brzuch. I gdybym nie ukrywała go pod warstwą luźnych koszulek, pewnie nie jeden powiedziałby, że jestem w 3 ciąży. Obiecałam sobie w następne wakacje wyglądać o niebo lepiej. I tu nie chodzi o drugą cesarkę. W ostatnim czasie młodszy tylko, by się nosił i wszystko zajmuje mi dwa razy więcej czasu. Każda para rąk na wagę złota. To nie z lenistwa. Po prostu nie mam już ochoty na ćwiczenia. Pobiegałam z maluchami bawiąc się w tego "berka" a głośno przy tym było jak na targu. Kolejną zabawę przerwał najmłodszy. Tym razem zajęłam się nim w zaciszu domowym. Po wszystkim przejął dziadek, ja poszłam pomóc mamie przy reszcie dzieci. W międzyczasie złapał nas deszcz przy promieniach słońca. Cóż to była za radość uciekać przed ciepłym letnim deszczem wśród dzieci. Ja też czerpałam z tego przyjemność. Taka odskocznia od kilkudniowej frustracji. Wiele mogłabym się nauczyć od dzieci. Szczególnie radości z tak przyziemnych rzeczy. Włączył się Szumiś. Zdążyłam tylko położyć walizkę na kanapę. Pora nocnego karmienia. Karmienie piersią jest jak taniec - trzeba się dopasować. Najlepiej wychodzi nam to nocą. Zasypiamy. Ja nie wiem kiedy nas wszystkich spakuje...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz